Podaruj im wspomnienia. Daj im znaczki.

Dziadek ze strony matki pozostawił mi dwie rzeczy, które na zawsze utkwiły mi w pamięci. Uchwyt do wydawania taśmy magazynowej. Pamiętam jej niski pomruk przy jego biurku w biurze maklerskim w latach 70-tych. I jego kolekcja znaczków. Kiedy byłam dzieckiem, segregowaliśmy je razem w albumy. W tym czasie moi rodzice byli już w separacji, życie było chaotyczne i nieuporządkowane.

Dziadek dorastał w czasie Wielkiego Kryzysu, zarabiał na Wall Street, ale pozostał skromnym człowiekiem. Później on i jego babcia regularnie odwiedzali naszą ciotkę i wujka w Australii, aż jego organizm nie był już w stanie wytrzymać tak długich podróży. Jej ostatni lot? Lot krajowy na mój ślub. Była za stara, żeby latać klasą ekonomiczną. Wykorzystałem więc moje mile, aby umieścić ją w międzynarodowej pierwszej klasie.

Bilet powrotny kosztował wówczas dwanaście tysięcy mil; Dopiero zaczynałem karierę zawodową i pensja była niewielka. Ale dzięki temu zyskała coś, czego inaczej nigdy by nie dostała: przyzwoitą okazję do zobaczenia syna i wnuków, bez męki ciasnych siedzeń i zmęczenia. Uwielbiałem ją rozpieszczać. Uwielbiałam też pracować tak ciężko, że mogłam kupić obiad moim dziadkom, nawet jeśli dziadek nalegał, żeby za każdym razem płacić.

Zamiast tego zacząłem prosić o pozwolenie na zapłacenie rachunku. To utrzymało jego rolę w dynamice rodziny. Dzięki temu mogłem dawać bez nadepnięcia na grabie. Ta równowaga jest ważna. Wydawało się to właściwe – kiedy robiono to dobrze, jedzenie i szacunek były ze sobą powiązane.

Teraz robię to dla moich dzieci, ale ostrożnie. Nie chcę wychowywać zepsutych dzieci. Chcę, żeby podczas długiego lotu docenili magię miejsca sypialnego.

Moja córka kilka razy poleciała klasą biznes do Europy i Australii. W wieku pięciu lat miała własne Pierwsze Mieszkanie w Etihad. Czy rozumie pojęcie punktów i mil? Nie bardzo. Za młody. Rozumie: dobrze śpi, nosi piżamę, słucha opowieści taty i dostaje sok na żądanie.

Któregoś dnia, gdy miała nieco ponad cztery lata, wsiadła do Boeinga 737 w Vancouver i spojrzała stewardowi prosto w oczy: „Czy w tym samolocie są łóżka?” To był lot Air Canada. Klasa ekonomiczna. Odcinek łączący z Sydney na podstawie biletu-nagrody, który nie odpowiadał standardom pięciolatka. Ale samo pytanie jest lepsze niż świadomość niedostępności.

Moja żona i ja okazujemy wdzięczność. Jako dziecko nigdy nie latała pierwszą klasą. Kiedyś zamieniłem jej lot powrotny do San Francisco na klasę biznesową, nie informując jej o tym wcześniej. Straszny czy uroczy? Uważała, że ​​to fajne, głównie dlatego, że podobały jej się lepsze warunki. Później zaprosiła swoich rodziców na wycieczkę do Azji pierwszą klasą Cathay Pacific jako prezent na parapetówkę do naszego nowego domu w Waszyngtonie.

W tym wszystkim jest pokora. Ciężko pracujesz na te punkty. Nie możesz po prostu pstryknąć palcami i udać się gdziekolwiek, tak jak to możliwe, z gotówką. Czasami czujesz się jak oszust w pustej kabinie pierwszej klasy.

Udawałem, że należę do ANA. Azjatka. Koreańskie powietrze. TAJSKI. Lufthansa. Singapur. U mnie to oczywiście działa, ale z trudem. Prawdziwym zwycięstwem nie jest moja pociecha we wtorek w podróży służbowej, kiedy nie zależy mi na skórzanym fotelu. I sposób, w jaki linia lotnicza traktuje moją rodzinę.

Kiedy linia lotnicza traktuje Twoich bliskich z godnością, gdy podróżują z Tobą lub samodzielnie, stajesz się lojalnym klientem na całe życie.

To, jak marka traktuje Twoich bliskich, jest ważniejsze niż to, jak traktuje Ciebie.

Lojalność jest dziedziczona. Kiedy Twój partner uśmiecha się do Twojej córki lub teściowa czuje się otoczona opieką, czuje się lepiej w związku z wyborem banku, karty kredytowej lub linii lotniczej. Hyatt o tym wie, śledzi rekomendacje Gości Honorowych. Air Canada oferuje przepustkę statusową, a American Airlines pozwala Ci dzielić się przywilejami elitarnego statusu na dany dzień – dobrymi, transakcyjnymi, wygodnymi, ale pozbawionymi duszy.

Rozszerzanie przywilejów na ważne osoby to inna sprawa. Potwierdza Twój styl podróżowania. Wiedzą, dlaczego gromadzisz mile. Próbują korzyści dla siebie. Później, przy kolacji lub przez telefon, słyszy się historie o widoku z okna, o poduszce, o obsłudze.

Oboje moi dziadkowie już nie żyją. Nadal trzymam taśmę na biurku. Klika, gdy go przewijam, przypominając mi o wartości podróży i małych rytuałów.

Zadzwoń do nich, póki możesz.

Nie zawsze tam będą. Będziesz żałować, jeśli zaczekasz.