Zwolnienia mocno dotknęły. Mews zwalnia 15% siły roboczej liczącej około 1300 osób. To największa reforma firmy od czasu pandemii, kiedy wszystko zostało wywrócone do góry nogami. Założyciel Richard Waltre nie boi się powiedzieć tego bez ogródek: te miejsca pracy zostały zniszczone przez sztuczną inteligencję. Według niego teraz jedna osoba może zrobić znacznie więcej, gdyż większość pracy przejmują maszyny. Stare opisy stanowisk? Zapomniany. Epoka, która do nich należała, należy już do przeszłości.

„Patrzymy na rzeczywistość… i staramy się ten proces przyspieszyć… I niestety dotyczy to całej gamy ról stworzonych dla epoki, która przestaje istnieć.”

Jak zmienia się praca

Pamiętacie przenośnik pomysłów? Zespoły funkcjonalne przekazywały sobie projekty jak gorące ziemniaki. Eksperci przekazali odpowiedzialność, dopóki ktoś nie wykonał zadania. To podejście jest martwe. Valtre widzi pracowników, którzy biorą odpowiedzialność za cały proces od początku do końca. Sztuczna inteligencja wypełnia luki tam, gdzie kiedyś dochodziło do przekazywania zleceń. Nie potrzebujesz już dziesięciu specjalistów, aby skleić jedno zadanie. Wszystko czego potrzebujesz to jedna osoba i trochę kodu.

Kto jest zaskoczony?

Konstrukcja zawaliła się pod presją efektywności. Koniec z buffem dla niewidomych i podawaniem piłki. Po prostu to podnieś. Uruchomić. Wynik.

Wszystko wydaje się trudne. Być może tak miało być. Technologia rozwinęła się szybko. Organizacja nie mogła za nimi nadążać bez zmiany swojej formy. 15% to cena ewolucji.